Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 24 marca 2015

Rozdział 1

6:00 dnia 23 marca. Za miesiąc moje osiemnaste urodziny.
!Masz wiadomość! - usłyszałam dzwonek telefonu. Popatrzyłam na wyświetlacz...Ciotka Agata: "Karolino! Jako, że za miesiąc kończysz osiemnaście lat, chciałabym cię przeprosić za wszystkie krzywdy, które ci wyrządziłam od śmierci twoich rodziców. Wyjechałam za granicę, nie wrócę już, wyjeżdżam na stałe, w kuchni masz prezent. Wszystkiego Najlepszego!"
Bardzo zdziwiła mnie ta wiadomość, to nie było podobne do ciotki, ale nie wnikałam w jej decyzję, tylko dla mnie lepiej. Poszłam do kuchni, ponieważ byłam ciekawa prezentu jaki zostawiła mi Agata. Może nie traktowała mnie dobrze, ale o moich urodzinach zawsze pamiętała. Na stole stała duża papierowa torba, a pod nim stał duży, ładnie opakowany karton. Zaniosłam rzeczy do mojego pokoju. Nie chciałam ich otwierać teraz, więc stwierdziłam, że wezmę gorącą kąpiel, aby się zrelaksować. Wyciągnęłam z mojej szafy czarne dresy, bluzę po tacie, którą bardzo lubiłam, bo była luźna i wygodna, czystą bieliznę i grube skarpety, które służyły mi jako kapcie. Nalałam wody do wanny, a swoje ciało potraktowałam peeling'iem o zapachu jabłka i arbuza. Po godzinie wyszłam, ubrałam się we wcześniej przygotowane rzeczy, związałam długie włosy w luźny kok, wyszczotkowałam zęby, a usta posmarowałam moją ulubioną pomadką i poszłam pobiegać zakładając przy wyjściu moje ulubione czarne air max'y. Biegłam tą samą trasą co zawsze, czyli przez park. Nikt tam nigdy nie biegał oprócz mnie, ale dzisiejszego dnia było inaczej. Zauważyłam wysokiego, ciemnowłosego chłopaka, podejrzewam, że 18-latka o ciemnych, brązowych oczach. Zaintrygował mnie i coś ciągnęło mnie, aby go bliżej poznać. Mijając się z nim oczywiście musiałam być taką sierotą i się potknęłam o krawężnik, który nagle wyrósł mi spod ziemi jednocześnie charatając mi kolano, z którego zaczęła lecieć krew.
-Nic ci nie jest, mała? - usłyszałam troskliwy głos nad moją głową.
-Nie, poradzę sobie, ale dzięki. - po tych słowach próbowałam wstać, ale kiedy podparłam się jedną nogą z powrotem runęłam na ziemię obijając się jeszcze bardziej.
*no super*
- To ja ci jednak pomogę, gdzie mieszkasz?
- Yhhh...Naprawdę nie wierzę, że to robię.
-Więc? Bo sobie pójdę i zostawię cię samą.
- No dobra, niech ci będzie. Pierwszy blok na osiedlu zaraz obok tego paru. Mieszkanie numer 14, drugie piętro. Coś jeszcze? - spytałam sarkastycznie.
- Resztę opowiesz mi u ciebie w domu. - po tym wziął mnie na ręce i zaczął nieść do mieszkania. Co prawda droga do mojego domu trwała tylko 10 minut, ale podczas niej usnęłam jej na rękach, bo byłam bardzo zmęczona.
- Hej, księżniczko. Budzimy się. - usłyszałam głos chłopaka.
- Mhm...Coś się stało?
- Tak się składa, że nie mam kluczy od twojego domu, a nie chcę ci wyważać drzwi, więc jak?
- Są w przedniej kieszeni mojej bluzy. - wymruczałam jednocześnie przytulając się do jego klatki piersiowej i ponownie zasypiając.
Po chwili poczułam jak chłopak położył mnie na łóżku w moim pokoju i lekko musnął mój policzek swoimi wargami. To było słodkie z jego strony.
- Dziękuję. - powiedziałam cicho.

1 komentarz:

  1. Ooooo na koncu takie slodkie *o* fajny rozdzial czekamna next! ^-^

    OdpowiedzUsuń